wtorek, 17 lutego 2015

Katuję SKALPEL Ewy Chodakowskiej, czyli wiosna idzie ;)




I tak, od dwóch tygodni ćwiczę z Ewą Chodakowską.
Jest ciężko, nie ukrywam, krew, pot i łzy, ale uwaga nie ma ostrej zadyszki i zakwasów.
I już odpowiadam!  Nie, to nie znaczy, że się opierdzielam ;)
Trening nazywa się SKALPEL , tak brzmi groźnie, ale nie jest tak źle. Trenuje 3-4 razy w tygodniu i powiem tak, 5 cm z brzucha mniej, pupa i uda na razie bez spektakularnych zmian.
Fenomenem tych treningów nie są nawet same efekty, bo to oczywiste, ale zmiany, których nie zmierzysz ani nie zważysz. Zmiany w Twojej głowie.
To zabawne jak wiele w życiu mogą zmienić DOBRE NAWYKI.
Każde schody teraz pokonuję z "mantrą": mocny brzuch, napięte pośladki, mocne uda.
Przestałam się garbić, a garbiłam się okrutnie i zabierałam sobie jakże cenne w moim przypadku (metr 65 w kapeluszu ) centymetry.
Piję wodę, dużo wody, rano, w południe i wieczorem, z limonką, z cytryną, z miodem, z imbirem.
Do tego jem zdrowo, zdrowiej, ale bez histerii ;)  nie popadłam w ortoreksję! Po prostu WIEM CO JEM ;)
O tym, co najlepiej przed i po treningu, i co w ogóle najlepiej, jeszcze napiszę.
Oprócz cudownego ubytku w obwodzie brzucha, zauważyłam, że jestem mniej spięta i tu nie odkryję znowu, żadnej tajemnicy, ćwiczenia najnormalniej w świecie, mnie relaksują. Co za tym idzie, jestem szczęśliwsza.
Moje ciało wygląda coraz lepiej, albo przynajmniej, ja je tak widzę, a to się nazywa optymizm!
Mam więcej energii i samodyscypliny, co przy moim trynie życia: praca w domu z mnóstwem dead lineów, młody psiak uwielbiający długie i szybkie wycieczki, cała masa domowych obowiązków i bujne życie towarzyskie. To wszystko kosztuje morze energii.
I wiecie co? OK, mam trochę na zbyciu, podzielę się!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz