Very personal blog, o moich pasjach. O wszystkim tym, co czyni mnie naprawdę VERY HAPPY and FIT ;)
czwartek, 4 lipca 2013
Wake up! Wakeboard time it's coming:)
zróbmy coś szalonego, bo zwariuję- powiedziałam do mojej współlokatorki i godzinę później siedziałam na pomoście z deską do wake'a.
Dodam, że była to ostatnia niedziela, temperatura wody wyższa od temperatury powietrza. Choć, jest też możliwe, że byłam w takim szoku adrenalinowym, że wydawało mi się, że w wodzie cieplej.
To był mój drugi raz na wake'u, pierwszego w sumie nie powinnam liczyć, bo był to panieński wieczór i było raczej wleczone niż pływane. Panna moda przeżyła i szczęśliwie spodziewa się dziecka ( pozdrawiam Domi).
Wracając do wake'a, wygląda na łatwe, ale łatwe nie jest. Pracuje każdy mięsień ciała, przynajmniej u mnie, bo czuje to do dziś, a minęły 4 dni. Podstawa: mocne nogi, a przy początkowym braku jakiejkolwiek techniki, i mocne ręce. I mocne nerwy ;)
Jeżeli ktoś jeździ na snowboardzie, pływanie na wake'u pójdzie mu na pewno łatwiej.
Niewiele, ma to natomiast, wspólnego z nartami wodnymi.
Upadki nie bolą, aż tak bardzo, bo przecież wpadamy do wody. No chyba, że zaczynamy uczyć się trików takich jak Air Raley na przykład, jak się nie uda to lecisz twarzą w taflę ze sporą prędkością. Widziałam już podbite oczy, ułamane zęby i zwichnięte nosy, ale to w zasadzie przypadki ekstremalne.
Wake to przede wszystkim dobra zabawa, adrenalina i walka z żywiołem, moim ulubionym- WODĄ.
Na koniec jeszcze dodam, że uwielbiam atmosferę Wake Parku w Kryspinowie.
Piaseczek, leżaczki, dobra nutka, fajni ludzie, pozytywne klimaty, w których ładuję baterie przynajmniej raz w tygodniu. Jest wifi, wiec można też zabrać pracę ze sobą ;), ale kto by tam pracował, jak można pofruwać na wake'u, lub jak w moim przypadku, spróbować utrzymać się na wodzie i nie stracić zębów i resztek makijażu i godności :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz