wtorek, 9 lipca 2013

Biegacze na planie filmowym.


-Ania? bo wiesz, mamy z Wojtkiem pewien pomysł -
i już wiedziałam, że będą kłopoty. 
Ostatnio przeklinałam ich cudowne pomysły wbiegając w 30-astopniowym upale na Kopiec Kościuszki, co, jak się na szczycie okazało, było tylko rozgrzewką przed treningiem interwałowym. Ja dziękuje. 
Zasuwałam po lasku Wolskim, chwilami w bez-tlenie , że dodam, ale dałam radę.
Potem oczywiście gigantyczna satysfakcja :)
Ale, człowiek nie jest taki, żeby się nie dał przekonać... 
Dobre radissonowe duszki, namówiły mnie tym razem na wzięcie udziału w filmiku promującym Krakow Business Run .

Oczywiście namawianie mnie trwało 5 minut. Szczytny cel- pomyślałam, nie dość, że wciąż biegam pod okiem trenera, efekty widać gołym okiem, forma coraz lepsza, brzuch coraz bardziej płaski, to jeszcze nagroda w postaci 5 minut sławy. A właściwie 2 minut, bo tyle około będzie miał filmik. 

W projekcie oprócz głównych kierowników zamieszania, czyli Iwonki i Wojtka z krakowskiego Radissona, wzięły udział 4 osoby: Grażynka, która na co dzień dźwiga prowadzenie firmy i domu pełnego dzieciaków, Igor, który jest z zawodu fotografem, a Ci jak wiadomo- pracują często w warunkach ekstremalnych, Bartek z UBS, też chłopak musi mieć mocne zdrowe serce, bo pracuje w dziale oceny ryzyka, no i ja... lusty redhead:)

No i pobiegaliśmy, po Rynku, po Plantach, po Bulwarach, po stadionie na Groblach, po Błoniach ,po Alei Waszyngtona. 
Pobiegaliśmy, polansowaliśmy zdrowy tryb życia i nasze gadżety do biegania.
Operator zrobił nam zbliżenia spoconych twarzy, pulsometrów, słuchawek, bidonów z wodą, butów i jeszcze raz spoconych twarzy. Ruszaliśmy do spirintu setki razy, luźnym truchtem przemierzyliśmy zapewne z półmaraton. Na potrzeby filmu rozciągnęliśmy i rozbiegaliśmy się do granic możliwości, by na koniec wykonać taniec rusałek przy zachodzącym słońcu na łące Błoń Krakowskich.

No było warto, w nagrodę zostaliśmy nakarmieni przez Staszka- szefa kuchni Radissona.
Spaleni słońcem, pogryzieni przez komary, zmęczeni jak po maratonie i szczęśliwi wróciliśmy do swoich codziennych zajęć.
Sława niestety trwa krótko;)
Czekamy na efekty naszych 5 - godzinnych zdjęć.
Dziękujemy ekipie z Katowic, zwłaszcza kamerzyście, który się przy nas nabiegał. 
Chłopie, pod koniec byłeś już jak Rocky Balboa w scenie z treningu :)
Up the stairs - zawsze do przodu.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz