czwartek, 23 maja 2013

Sportowy dress code.

Moja absolutna idolka Sierra Quitiquit (fot. Tim Jones) skiterka, surferka, joginka i modelka, teraz okazuje się, że biega! Oczywiście. Sierra uprawia wiele sportów i zawsze przy tym wygląda świetnie, dlatego jej portfolio pełne jest zdjęć dla znanych marek odzieży sportowej. I dziś właśnie o tym. MODA SPORTOWA. Jeżeli, uważacie, że czegoś takiego nie ma, ciśnijcie swoje sztuczne trykoty w kąt i zobaczcie chociażby ostatnią linię ubrań sportowych autorstwa Stelli MacCartney dla Adidasa. Pani Stelii,chyba przedstawiać, marki tym bardziej ;) Ja też poszperałam tu i tam i znalazłam parę perełek, którymi chcę się podzielić. Przecudnej urody butki do biegania po asfalcie Nike'a. Dwuwarstwowy systemu amortyzacji Lunarlon.Dynamic Support dla osób z pronacją (pronancja występuje wtedy, kiedy przy nacisku stopą nasza kostka przesuwa się do wewnątrz. Waflowy profil podeszwy wdający świetną przyczepność na różnego rodzaju nawierzchniach. Innymi słowy: nie dość , że ładne to jeszcze same biegają ;) i do tego na przykład taka kurteczka Asics'a. Idealna na wietrzne dni, przepuszczająca powietrze, nie absorbująca wody. Co ważne- nie szeleści! I świetnie chroni przed deszczem, poza tym jest zjawiskowa. A w oryginale wygląda sto razy lepiej, niż na zdjęciu! Żeby panom nie było przykro znalazłam dla nich buty terenowe Salomona. Jesień, zima, wiosna, śliskie i strome nawierzchnie- nic im nie straszne. Te dodatkowo, posiadają specjalna platformę w podeszwie, która kontrolując zginanie podeszwy, chroni kostkę przed skręceniem. Do tego osłona na palce. Voilà ! Na koniec oczywiście okulary. No ja znalazłam model, który idealnie odzwierciedla moje sportowe zacięcie i drapieżną naturę ;) Vermari Elite... A na koniec, wisienka- sesja H&M najnowszej linii sportowej z udziałem modelki Toni Grarrn. Na dowód, że sportowo też może być modnie. Bądź fit i in style ;)

piątek, 17 maja 2013

Run Forrest! Run!

Tak moi drodzy, zaczęłam trenować bieganie. Nie żadne pitu pitu: na pocztę i z powrotem. Za namową dobrych sportowych duszków z Radisson Blu Hotel szykujących się do wrześniowego Krakow Business Run 2013, poszłam na pierwszy trening biegowy i ....przeżyłam! Był to mój pierwszy profesjonalny trening pod okiem trenera Andrzeja ze Sklepu Biegacza , totalny spontan, bez przygotowania i jak się okazuje bez odpowiedniego "ogumienia" (stąd to cudeńko na zdjęciu- butki nie dość, że hipsterskie to jeszcze wygodne, pełna amortyzacja, Wasze kolana je pokochają!!!) Joggingowi zapaleńcy, zbierają się w każdy wtorek, czwartek i sobotę pod naszym zabytkiem klasy O - hotelem Cracovia, gdzie siedzibę ma ww. Sklep Biegacza, truchcikiem zgrabnym przemieszczają się pod Stadion Juwenii, gdzie następuje solidna rozgrzewka (jak się miało później okazać- najprzyjemniejsza część treningu), a potem zaczyna się bieg. Powiem tak, w maratonie Kraków Bussines Run nie pobiegnę, ale będę dzielnie towarzyszyć śmiałkom w przygotowaniach, do samego września. Moje wnioski po pierwszym treningu? Mam pięć. 1. Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. 2. Dobre buty to podstawa!!! 3. Biegaj zawsze z pustym pęcherzem. 4. Umiejętność wymijania rolkowiczów, rowerzystów,innym biegaczy oraz rodzin z wózkami i z psami na długich smyczach - mile widziana:) 5. Dla miłego towarzystwa, warto się trochę spocić. W następny wtorek jestem zwarta i gotowa. I nie dam się, jak zawsze ;) I na koniec scena z jednego z moich ulubionych filmów:) Rocky

wtorek, 7 maja 2013

Bieżnia? I love this game :)

Jazda rowerem po Zabłociu grozi odgryzieniem sobie języka, jak Boga kocham- byłam dziś blisko! Udało mi się jednak przedostać przez niezliczone dziury i wystający tu i ówdzie bruk i dotarłam do Fitness Academy w celach, rzecz jasna, rekreacyjnych. Nie udało mi się jednak "załapać" na MILON dziś, bo sterroryzował go pan z serwisu, mówiący wyłącznie po niemiecku. Cóż, niemiecki miałam w podstawówce i pamiętam go dość szczątkowo. W głowie utkwiło mi jedynie "ich weiß nicht" i "macht mich wollen, um zu pinkeln" (zainteresowanych odsyłam do google tłumacz). W każdym razie, z panem się nie dogadałam ani ja ani mój trener, ponieważ jednak przeprawa przez Zabłocie wprowadziła mnie w bojowy nastrój- postanowiłam nie odpuszczać treningu i wylądowałam na bieżni. Efekty? Bywało lepiej. No, ale za tą majówkę kara musi być. Nie będę się skarżyć. 40 minut, 6 kilometrów, 458 kcal. Średnie tętno 150 (czyli to moje 70%HR). Innymi słowy spaliłam trochę wstrętnego tłuszczyku. Yupi! A tu film o tym, dlaczego warto trenować areobowo. Pani mądrze mówi tak od 30 sekundy ;) Miłego oglądania. TRENING AREOBOWY.

poniedziałek, 6 maja 2013

Pomajówkowy dramat, czyli: płaski brzuchu wróć!

Moja majówka trwała w tym roku 5 dni. Było chłodno, więc grzaliśmy się przy ognisku, przy grillu, przy piwku, przy wódeczce. Ta ostatnia, wiadomo: dobra i na rozgrzanie i na trawienie. Moja majówka to: kiełbaska z grilla, tuzin pieczonych w ognisku ziemniaków z masłem czosnkowym, białe pieczywo, niezliczona ilość szaszłyków, niekoniecznie jarzynowych, karkóweczce też niestety nie udało mi się oprzeć. Do tego litry napojów wysokoprocentowych i wysokosłodzonych, bo kto by na grillu pił wodę z cytryną i imbirem? Brrr!Oczywiście, kto by na majówce biegał co rano, kiedy lepiej było brodzić w porannej rosie zagryzając bułką z twarożkiem, lub, wersja na bogato: z żółtym serem i rzodkiewką. Na kometkę za duży wiatr, na basen za daleko. Jedyne gry, jakie uskuteczniliśmy to: bierki i poker, no i kalambury- i tu wpadło trochę ruchu, choć hasło: kapuściana głowa, czy wilczy głód da się też pokazać na siedząco;) Cudownie było... do momentu wejścia na wagę, po powrocie. Werdykt był bezlitosny, fala ciepła przepłynęła przez moje smukłe niegdyś ciało, zdołałam wykrzesać z siebie jedynie rzeczownik z czasownikiem w pierwszej osobie, że przytoczyć nie wypada i odbiło mi się kiełbaską z niedzielnego pożegnalnego ogniska. To są jaja- pomyślałam, schodząc z wagi i cisnąwszy "Bogu ducha winną" w kąt nienawistnie, popędziłam zapisać się na trening najbliższy z możliwych. No niestety, jak mawiają górale; w dół nie podskoczysz, w górę nie spadniesz, i jak mawiał mój były szef- redaktor naczelny jednego z krakowskich pism lifestyle'owych: oka se nie wyjmiesz. Postanowiłam się nie poddawać absolutnie i zarządzam sobie dietę (bez przesady oczywiście, kiełbaskom z ogniska precz, na jakiś czas..)i trening. Za tydzień otwarcie sezonu wake'owego i trzeba się wbić w bikini!!!! Na płaski brzuch poradzi tylko regularny trening aerobowy, czyli np. rower czy bieganie, do tego ćwiczenie na brzuchy. Znam idealne ćwiczenia, pokazała mi je koleżanka (Katarzyna I love U), bo mimo, że ćwicząc z nią po raz pierwszy miałam myśli zabójcze, a w końcowej fazie już i samobójcze, to efekt jest po prostu niewiarygodny. Brzuch, po serii 11 krótkich ćwiczeń optycznie był szczuplejszy i faktycznie- twardy. Ćwiczenia trwają 8 minut, i na prawdę warto. Poniżej link do filmu. Ja tymczasem pakuję torbę na spinning, jutro rano MILON, w środę active walking, czwartek basen, piątek znowu spinning i do soboty będę nówka sztuka, łania jak się patrzy. I codziennie 8 MINUT DLA BRZUCHA. That's it. Nice and easy:)