Bieganie jest dla mnie, póki co, drogą przez mękę. Oczywiście, wszyscy, którzy mnie znają, twierdzą, że mam skłonność do przesady. I generalnie mają rację. Zawsze twierdzę, że na kolejną górę nie wjadę, następnych 16 brzuszków nie zrobię, prędzej utonę niż przepłynę kolejne 50 metrów i nie dam rady zrobić kolejnego obiegu na MILONIE. Kipię wewnątrz, pomstuję na tych co mnie na to namówili, a potem wyjeżdżam, ćwiczę do końca, przepływam kolejną długość basenu. Czemu tak mam? Zacytuję kapitana, z którym żegluje moja współlokatorka: "siła razy złość i zrobisz to". U mnie to tak właśnie działa, do tego dodaje cel, który chcę osiągnąć przy danym treningu: 4 interwały na spinningu, kolejne 2 kilometry biegnąc, o minutę krótszy zjazd na snowboardzie, rundkę na wake'u bez przewrotki (szlag, nad tym mam zamiar popracować w tym sezonie w Kryspinowie)
Mam cel, pojawia się i motywacja. Jak wspomniałam, zaczęłam biegać. Na razie nieśmiało, 4-5 kilometrów i to metodą Galloway'a . Kocham tego gościa,za to, że wymyślił taką opcję, w przeciwnym razie dawno dostałabym zawału. Na czym polega ta metoda, możecie poczytać na stronce, którą poleciła mi znajoma, zagorzała biegaczka, uczestniczka licznych maratonów (Iwonka, dzięki jeszcze nie wiesz, że prawdopodobnie uratowałaś mi życie ;), link do strony powyżej). Co dla mnie najistotniejsze w tym treningu, to krótkie przerwy na marsz. Biegnę 5 do 6 minut i potem przez minutę szybko maszeruję. Przez ten czas zdążę się zregenerować, wyrównać oddech, napić wody i potem biegnę kolejne 5, 6 minut. Dzięki temu, po pierwsze trenuje w fazie tlenowej, czyli do 80% skali mojego tętna, co pozwala mi spalać kalorie z tłuszczy, a nie mięśni (Huraaaaa!) a po drugie, mogę przebiec dłuższy dystans, co poprawia moją wytrzymałość. Generalnie uważam, że bieganie jest cool;) chociaż tak się już chyba nie mówi ;) W każdym razie, cieszę się, że jest moda na jogging. To po rowerze kolejny mega pozytywny trend. Coraz więcej widać w parkach i na rowerostradach biegaczy, rowerzystów, "rolkowiczów", mountainboardzistów. Serce roście, patrząc na te tłumy :) Zdrowe serce, nie przetrenowane. Dlatego kolejną, równie ważną jak trening, sprawą jest regeneracją. Może być w formie aktywnej, czyli basen, stretching, marsze, albo pasywna: sauna, kąpiele w lodzie, czy po prostu sen. Tę drugą formę regeneracji lubię, oczywiście bardziej.
Na koniec soundtrack z jednego z moich ulubionych filmów o Loli, która biegnie;) Polecam: Run Lola Run
Very personal blog, o moich pasjach. O wszystkim tym, co czyni mnie naprawdę VERY HAPPY and FIT ;)
sobota, 13 kwietnia 2013
Run Lola run, bo bieganie jest..
Bieganie jest dla mnie, póki co, drogą przez mękę. Oczywiście, wszyscy, którzy mnie znają, twierdzą, że mam skłonność do przesady. I generalnie mają rację. Zawsze twierdzę, że na kolejną górę nie wjadę, następnych 16 brzuszków nie zrobię, prędzej utonę niż przepłynę kolejne 50 metrów i nie dam rady zrobić kolejnego obiegu na MILONIE. Kipię wewnątrz, pomstuję na tych co mnie na to namówili, a potem wyjeżdżam, ćwiczę do końca, przepływam kolejną długość basenu. Czemu tak mam? Zacytuję kapitana, z którym żegluje moja współlokatorka: "siła razy złość i zrobisz to". U mnie to tak właśnie działa, do tego dodaje cel, który chcę osiągnąć przy danym treningu: 4 interwały na spinningu, kolejne 2 kilometry biegnąc, o minutę krótszy zjazd na snowboardzie, rundkę na wake'u bez przewrotki (szlag, nad tym mam zamiar popracować w tym sezonie w Kryspinowie)
Mam cel, pojawia się i motywacja. Jak wspomniałam, zaczęłam biegać. Na razie nieśmiało, 4-5 kilometrów i to metodą Galloway'a . Kocham tego gościa,za to, że wymyślił taką opcję, w przeciwnym razie dawno dostałabym zawału. Na czym polega ta metoda, możecie poczytać na stronce, którą poleciła mi znajoma, zagorzała biegaczka, uczestniczka licznych maratonów (Iwonka, dzięki jeszcze nie wiesz, że prawdopodobnie uratowałaś mi życie ;), link do strony powyżej). Co dla mnie najistotniejsze w tym treningu, to krótkie przerwy na marsz. Biegnę 5 do 6 minut i potem przez minutę szybko maszeruję. Przez ten czas zdążę się zregenerować, wyrównać oddech, napić wody i potem biegnę kolejne 5, 6 minut. Dzięki temu, po pierwsze trenuje w fazie tlenowej, czyli do 80% skali mojego tętna, co pozwala mi spalać kalorie z tłuszczy, a nie mięśni (Huraaaaa!) a po drugie, mogę przebiec dłuższy dystans, co poprawia moją wytrzymałość. Generalnie uważam, że bieganie jest cool;) chociaż tak się już chyba nie mówi ;) W każdym razie, cieszę się, że jest moda na jogging. To po rowerze kolejny mega pozytywny trend. Coraz więcej widać w parkach i na rowerostradach biegaczy, rowerzystów, "rolkowiczów", mountainboardzistów. Serce roście, patrząc na te tłumy :) Zdrowe serce, nie przetrenowane. Dlatego kolejną, równie ważną jak trening, sprawą jest regeneracją. Może być w formie aktywnej, czyli basen, stretching, marsze, albo pasywna: sauna, kąpiele w lodzie, czy po prostu sen. Tę drugą formę regeneracji lubię, oczywiście bardziej.
Na koniec soundtrack z jednego z moich ulubionych filmów o Loli, która biegnie;) Polecam: Run Lola Run
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz