O sporcie na wesoło, czyli mój felieton do marcowego Lounge.
I like the way you move.
Tym, razem otrzymałam zadanie bojowe, odpowiedzieć na pytanie: czy sport jest sexy? Od razu przed oczami mam teledysk do piosenki Erica Prydza Call on me i panie, z przyznać, muszę perfekcyjnymi ciałami, wijące się w obcisłych trykotach i właściwie jest po felietonie. Ale ponieważ, mnie akurat taka estetyka nie do końca kręci, pragnę się podzielić swoimi spostrzeżeniami.
Tak się akurat złożyło, że właśnie skończyłam dwudniowe szkolenie spinningowe, gdzie oprócz niezbędnej w każdym sporcie teorii, było sporo godzin treningu na rowerze. Pedałowaliśmy raz bardzo szybko, raz wolno, wspinaliśmy się na wirtualne szczyty, testowaliśmy sprint, bieg, skoki. Tętno skakało, pot się lał, wydzielały się endorfiny. Po wszystkim czułam ogólny ból mięśni, zmęczenie, ale i ogromną satysfakcję. Byłam po prostu szczęśliwa. Całkiem, jak po dobrym seksie- pomyślałam uśmiechając się w duchu, choć chyba nie tylko w duchu i nie byłam w tym odosobniona, bo nasz Master Instruktor; Iwa skomentowała nasze miny: „chill out macie wypisany na twarzach…”
Eh.. bo się rozmarzyłam. Uwaga! Nie uważam, że spinning jest lepszy niż seks, żaden sport nie jest, ale.. może być jego niezłym substytutem. Poprawia sprawność, koordynację, motorykę, wytrzymałość, wyzwala adrenalinę, którą tak lubimy, relaksuje, działa cudownie na sylwetkę. Mam na myśli sport, oczywiście, cały czas.
To, że uprawiając sport przeżywamy często emocje zbliżony do tych, podczas seksu, to tylko jeden aspekt sprawy.
Ciąg dalszy moich rozważań oprę na badaniach, które przeprowadziłam, będąc stałym bywalcem krakowskich fitness klubów.
Nie każdy oczywiście musi uzależniać się, akurat od spinningu. Dyscyplin sportowych nie sztuka policzyć. Wybieramy to, co nam pasuję najbardziej. Niektórzy wolą dynamicznego squash’a, inni relaksującą jogę czy pływanie. Panie chodzą na active walk’a, bo idealnie ujędrnia pośladki. Panowie lubią sztuki walki, czy po prostu ćwiczenia na siłowni. Jest kilka nowych opcji na przykład TRX, sport wymyślony przez prawdziwych komandosów, więc z pewnością stworzony dla twardych babek i prawdziwych mężczyzn. Są jeszcze sporty ekstremalne, tę dopiero są sexy, ale to temat na zupełnie inny felieton.
Z moich obserwacji wynika, ze generalnie dużo bardziej dbamy o sobie, a słowo siłownia przestało nam się kojarzyć jedynie z przerośniętymi karkami i śmierdzącymi skarpetkami. Serce roście patrząc na wypełnione sale kardio, pędzące bieżnie, falujące orbitreki, unoszące się i opadające sztangi. Miło patrzeć na piękne i wyrzeźbione sylwetki. Mnie, w woli ścisłości, oczywiście znacznie serdeczniej nastraja widok męskiego ciała, no musiałabym być nienormalna odwracając wzrok. Innymi słowy- w fitness klubie fajnie jest. Panie pozbywają się zawsze-zbędnej tkanki tłuszczowej, panowie nadmiaru testosteronu.
Panuje tu atmosfera tzw. czujnego skupienia. Czyli? Opiszę może na swoim przykładzie. Z jednej strony bardzo się staram skoncentrować na moim biegu na bieżni, nachyleniu wygodnym dla kolan, tętnie nie za wysokim, bo przecież im wyższe tym mniej tłuszczu spalam, tempie i intensywność, pilnuję tego wszystkiego, staram się i pewnie wszystko było by ok, gdyby nie lustra, w których oprócz mej smukłej sylwetki truchtającej, widzę siłownie i „ciacho” na dziesiątej. Wierzcie mi, zagapienie się na pędzącej bieżni może się kiepsko skończyć. Podobnie jak moment nieuwagi podczas wyciskania ciężarów, panowie- uczulam. Tak, więc, często mimo wielkich chęci, ciężko się skupić na sporcie w fitness klubie.
Nie poddaje się jednak i czasem działa to na mnie zbawiennie. Ostatnio zamiast standardowych 5 kilometrów przebiegam 6, bo czego się nie robi na miłego towarzystwa. Moje miłe towarzystwo miało metr osiemdziesiąt i niebieską koszulkę, perfekcyjnie podkreślającą kolor oczu i atletyczną sylwetkę. Co tam, poświęciłam się i nie żałuję.
Tu wchodzimy na kolejny poziom wtajemniczenia- dress code w fitness klubie.
No musi być modnie i absolutnie trzeba dobrze wyglądać. 100% wiskozy odpada! Generalnie jest dobrze, bo większości przypadków, wiemy, w co się ubrać, choć zdarzają się wpadki. Do dziś nie mogę się pozbyć widoku pana w zbyt obcisłych krótkich spodenkach i sztucznej podkoszulce na zamek rozpiętej niemalże do pępka. Trauma poważna. Brr! Tak, wiem, że zaraz usłyszę, o spodenkach dla spinningowców. Tak, są krótkie i obcisłe, ale nie aż tak, by zagrozić populacji i przede wszystkim nie wystaje z nich górą wielki owłosiony brzuch! Przynajmniej mnie było dane, oglądać na treningach raczej fajne męskie pupy.
Wracając i podsumowując krótko temat przewodni, jakim jest seks… jak zwykle. Tak stanowczo uważam, że sport to zdrowie. Ja polecam!
Very personal blog, o moich pasjach. O wszystkim tym, co czyni mnie naprawdę VERY HAPPY and FIT ;)
środa, 10 kwietnia 2013
O sporcie na wesoło, czyli mój felieton do marcowego Lounge.
I like the way you move.
Tym, razem otrzymałam zadanie bojowe, odpowiedzieć na pytanie: czy sport jest sexy? Od razu przed oczami mam teledysk do piosenki Erica Prydza Call on me i panie, z przyznać, muszę perfekcyjnymi ciałami, wijące się w obcisłych trykotach i właściwie jest po felietonie. Ale ponieważ, mnie akurat taka estetyka nie do końca kręci, pragnę się podzielić swoimi spostrzeżeniami.
Tak się akurat złożyło, że właśnie skończyłam dwudniowe szkolenie spinningowe, gdzie oprócz niezbędnej w każdym sporcie teorii, było sporo godzin treningu na rowerze. Pedałowaliśmy raz bardzo szybko, raz wolno, wspinaliśmy się na wirtualne szczyty, testowaliśmy sprint, bieg, skoki. Tętno skakało, pot się lał, wydzielały się endorfiny. Po wszystkim czułam ogólny ból mięśni, zmęczenie, ale i ogromną satysfakcję. Byłam po prostu szczęśliwa. Całkiem, jak po dobrym seksie- pomyślałam uśmiechając się w duchu, choć chyba nie tylko w duchu i nie byłam w tym odosobniona, bo nasz Master Instruktor; Iwa skomentowała nasze miny: „chill out macie wypisany na twarzach…”
Eh.. bo się rozmarzyłam. Uwaga! Nie uważam, że spinning jest lepszy niż seks, żaden sport nie jest, ale.. może być jego niezłym substytutem. Poprawia sprawność, koordynację, motorykę, wytrzymałość, wyzwala adrenalinę, którą tak lubimy, relaksuje, działa cudownie na sylwetkę. Mam na myśli sport, oczywiście, cały czas.
To, że uprawiając sport przeżywamy często emocje zbliżony do tych, podczas seksu, to tylko jeden aspekt sprawy.
Ciąg dalszy moich rozważań oprę na badaniach, które przeprowadziłam, będąc stałym bywalcem krakowskich fitness klubów.
Nie każdy oczywiście musi uzależniać się, akurat od spinningu. Dyscyplin sportowych nie sztuka policzyć. Wybieramy to, co nam pasuję najbardziej. Niektórzy wolą dynamicznego squash’a, inni relaksującą jogę czy pływanie. Panie chodzą na active walk’a, bo idealnie ujędrnia pośladki. Panowie lubią sztuki walki, czy po prostu ćwiczenia na siłowni. Jest kilka nowych opcji na przykład TRX, sport wymyślony przez prawdziwych komandosów, więc z pewnością stworzony dla twardych babek i prawdziwych mężczyzn. Są jeszcze sporty ekstremalne, tę dopiero są sexy, ale to temat na zupełnie inny felieton.
Z moich obserwacji wynika, ze generalnie dużo bardziej dbamy o sobie, a słowo siłownia przestało nam się kojarzyć jedynie z przerośniętymi karkami i śmierdzącymi skarpetkami. Serce roście patrząc na wypełnione sale kardio, pędzące bieżnie, falujące orbitreki, unoszące się i opadające sztangi. Miło patrzeć na piękne i wyrzeźbione sylwetki. Mnie, w woli ścisłości, oczywiście znacznie serdeczniej nastraja widok męskiego ciała, no musiałabym być nienormalna odwracając wzrok. Innymi słowy- w fitness klubie fajnie jest. Panie pozbywają się zawsze-zbędnej tkanki tłuszczowej, panowie nadmiaru testosteronu.
Panuje tu atmosfera tzw. czujnego skupienia. Czyli? Opiszę może na swoim przykładzie. Z jednej strony bardzo się staram skoncentrować na moim biegu na bieżni, nachyleniu wygodnym dla kolan, tętnie nie za wysokim, bo przecież im wyższe tym mniej tłuszczu spalam, tempie i intensywność, pilnuję tego wszystkiego, staram się i pewnie wszystko było by ok, gdyby nie lustra, w których oprócz mej smukłej sylwetki truchtającej, widzę siłownie i „ciacho” na dziesiątej. Wierzcie mi, zagapienie się na pędzącej bieżni może się kiepsko skończyć. Podobnie jak moment nieuwagi podczas wyciskania ciężarów, panowie- uczulam. Tak, więc, często mimo wielkich chęci, ciężko się skupić na sporcie w fitness klubie.
Nie poddaje się jednak i czasem działa to na mnie zbawiennie. Ostatnio zamiast standardowych 5 kilometrów przebiegam 6, bo czego się nie robi na miłego towarzystwa. Moje miłe towarzystwo miało metr osiemdziesiąt i niebieską koszulkę, perfekcyjnie podkreślającą kolor oczu i atletyczną sylwetkę. Co tam, poświęciłam się i nie żałuję.
Tu wchodzimy na kolejny poziom wtajemniczenia- dress code w fitness klubie.
No musi być modnie i absolutnie trzeba dobrze wyglądać. 100% wiskozy odpada! Generalnie jest dobrze, bo większości przypadków, wiemy, w co się ubrać, choć zdarzają się wpadki. Do dziś nie mogę się pozbyć widoku pana w zbyt obcisłych krótkich spodenkach i sztucznej podkoszulce na zamek rozpiętej niemalże do pępka. Trauma poważna. Brr! Tak, wiem, że zaraz usłyszę, o spodenkach dla spinningowców. Tak, są krótkie i obcisłe, ale nie aż tak, by zagrozić populacji i przede wszystkim nie wystaje z nich górą wielki owłosiony brzuch! Przynajmniej mnie było dane, oglądać na treningach raczej fajne męskie pupy.
Wracając i podsumowując krótko temat przewodni, jakim jest seks… jak zwykle. Tak stanowczo uważam, że sport to zdrowie. Ja polecam!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz