czwartek, 18 kwietnia 2013

Milon time ;-) krótki raport.

Tak, tym razem krócej o Milonie. Dzielnie i wytrwale (czasem nawet sama się dziwię, że udaje mi się pogodzić to z moimi obowiązkami i pulsacyjnym lenistwem;) trenuję regularnie. Sesja Milon powinna trwać 3 miesiące i należy trenować 6 razy w miesiącu, żeby uzyskać wymierne efekty. Narazie mi się udaje. Kończę pierwszy miesiąc, mam za sobą 6 treningów. Czas na podsumowanie:) Po pierwsze kilogram mniej, hura! Choć wiadomo, że to żadne osiągnięcie ale cieszy, zwłaszcza nas - baby:) Po drugie, budujace nie mniej- centymetr mniej w pasie. Ćwiczenia są dla mnie coraz łatwiejsze, co oznacza, że jestem gotowa na zmianę parametrów (patrz: dodajemy ociążenia). Nadal łapię lekką zadyszkę na orbitreku, zwłaszcza, jak dzień przed treningiem oddam się terapii społecznej pt: Ruda, choć na piwo;) Poza tym, widzę duży progres. Myślę, że jestem też gotowa dołożyć do tego zajecia TRX raz w tygodniu. Zasięgnęłam opinii mojego trenera Piotra i wiem już, na jakie zajęcia powinna iść na początek ,a które póki co, omijać szerokim łukiem. Miałam już wątpliwą przyjemność trafić na trening dla zaawansowanej grupy. Przypominał raczej sceny z G.I.Jane i trening komandosów. Dodam tyle, że przez 4 dni nie mogłam samodzielnie wstać z łóżka, umyć zębów, pokroić pomidora, zejść ze schodów, o zapięciu stanika nie wspomnę. No załatwiłam się na cacy. Ale trauma przeszła i powoli "dojrzewam" do kolejnego treningu.Wiem już, że idę na TRX body blast bo lżejsze zajęcia, a TRX circuit zostawiam na deser, bo to trening dla tych co jedzą dużo stejków;) Na optymistyczne zakończenie, mój film instruktażowy :)) check this out!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz